czwartek, 15 czerwca 2017

Fundamenty - Rozdział XXXIV

Dwie godzinki i jestem – pomyślał z entuzjazmem, jednocześnie zgłaśniając samochodowe radio. Musiał przyznać, że nawet trochę stęsknił się za Białymstokiem. Tutaj brakowało mu nie tylko kolegów, z którymi w większości znał się już dosyć długo, ale też tego tempa charakterystycznego dla większego miasta. Nie żeby lubił być wzywany na zdarzenia, ale jakoś trudno było mu się odzwyczaić od tego rytmu pracy, kiedy non–stop był w ruchu, kiedy liczył się czas.
W Suwałkach większość czasu, jak do tej pory, spędził za biurkiem, żmudnie przeglądając zgłoszenia o zaginięciach. Wziął udział w kilku przesłuchaniach, nawet zatrzymał dwie osoby. Ale nic poza tym. Wszystko toczyło się powoli, na spokojnie. Nikt nie stał im nad głowami i nie oczekiwał szybkich postępów. W pewnym sensie było aż za wolno i za spokojnie. Wprawdzie działo się tak ze względu na charakter sprawy, ale komisarzowi jednak czegoś brakowało. Tego dreszczyku emocji, ciągłego napięcia. W Białymstoku nie miał czasu na rozmyślanie o swoich problemach. Tam musiał cały czas działać, szukać, jeździć, rozmawiać. Tutaj natomiast, wydawało mu się, że miał zbyt wiele czasu, co sprawiało, że sam zaczynał przytłaczać się różnymi niepotrzebnymi myślami.
Ale nie teraz. Teraz był tylko on, muzyka płynąca z radia i droga, na której musiał się maksymalnie skupić. Innymi rzeczami będzie się martwił kiedy indziej.

czwartek, 25 maja 2017

Fundamenty - Rozdział XXXIII

Czachor wyjął puszkę napoju energetycznego z automatu, ustawionego na szpitalnym korytarzu, po czym przysiadł się do Maćka. Policjant wyglądał na nieco zestresowanego. Nic dziwnego. Niecodziennie przesłuchiwany dostaje wymiotów i traci przytomność. Taka sytuacja wiązała się też z toną papierów, które trzeba było potem wypełnić.
– Nie martw się – pocieszył go komisarz. – Zdarza się.
– No wiem – odparł aspirant, cały czas będąc nieco przygnębionym. – Ale trochę się boję, rozumiesz... – Ściszył głos, upewniając się, że nikt nie słyszy ich rozmowy. – Przemek trochę go postraszył. A co jeśli okaże się, że facet ma coś z sercem? – Spojrzał szczerze zaniepokojony na komisarza.
– Spokojnie. – Uśmiechnął się przyjacielsko.
Otwierając swoją puszkę, uważał, żeby nie dotknąć palcami miejsca, z którym za chwilę zetknął się jego usta. W końcu znajdowali się w szpitalu, gdzie przecież było pełno zarazków – pomyślał. Po chwili jednak znowu zaczął podświadomie robić sobie wyrzuty za swoją przesadną ostrożność.
– Gość był na kacu – kontynuował, kiedy otworzyły się drzwi, prowadzące na szpitalny oddział ratunkowy. – I co? – Popatrzył pytająco na Przemka, który się w nich pojawił.

sobota, 6 maja 2017

Fundamenty - Rozdział XXXII

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

– No dobrze, rozumiem, że zatrzymaliście Szymańskiego, bo próbował uciekać. Do tego w piwnicy jego domu znaleźliście trochę kartonów z papierosami pochodzącymi z przemytu –  mówiła prokurator Cieślak.
– Trochę... – szepnął Przemek, kręcąc z irytacją głową i jednocześnie spoglądając z ukosa na kobietę.
– Ale chyba macie coś jeszcze? – Odwróciła wzrok w kierunku podinspektora Górskiego. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że próbuje sobie ułożyć teraz w głowie wszystkie informacje,  o których przed chwilą się dowiedział.
Naczelnik nie wiedząc, co powinien jej odpowiedzieć, spojrzał znacząco w kierunku trójki siedzących naprzeciwko niego policjantów. Maciek i Przemek również popatrzyli po sobie. Tylko Czachor wydawał się być w ogóle niezainteresowany tym, co działo się wokół niego. 
Siedział ze spuszczoną głową i tylko od czasu do czasu zerkał na akurat mówiącą osobę. Cały czas myślał o wczorajszym wieczorze. Próbował przestać, skupić się. Ale po prostu nie potrafił. 
Miał wrażenie, że wszystko zepsuł. Definitywnie zniszczył. Kiedy wyszedł wczoraj od Małgosi, czuł się jak skończony kretyn. Przecież to musiało ją straszliwie zaboleć. Wiedział, że chciała to z nim zrobić już od jakiegoś czasu. Nie robiła jednak ze względu na niego. Czekała. Dawała mu szansę na pozbycie się tych jego pieprzonych obaw i lęków. Czemu on do cholery musiał taki być? Miał już trzydzieści jeden lat. Chyba każdy w jego wieku miał to już za sobą. Tylko nie on. Czuł się teraz jak taki palant, takie kompletne zero. Nawet jak mu się już coś udawało, to i tak musiał to, prędzej czy później, spieprzyć. Jak on to mógł w ogóle spieprzyć?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXXI

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

Trzymając się za ręce, powoli przemierzali suwalskie uliczki, na których zaczynały zapalać się już latarnie. Powietrze zrobiło się całkiem przyjemne. Oddychał głęboko, co chwila przymykając oczy. Starał się zapomnieć o całym dniu, o tym paskudnym zapachu wódki i papierosów w domu Szymańskiego. Czuł lekki ból w okolicach skroni. Chciało mu się spać. Ale kiedy tylko kątem oka spojrzał w jej stronę... Wszystko inne przestawało istnieć. Była taka piękna. Czuł zapach jej perfum. Pewnie drogich jak cholera. Ale on byłby teraz gotowy jej wszystko kupić. Nawet gdyby musiał na to oszczędzać miesiącami, latami. Zrobiłby wszystko, czego by zapragnęła.
Zbliżali się do bloku, w którym mieszkała. Nie chciał, aby to się kończyło. Chciałby z nią tak spacerować, jak gdyby nie istniało jutro, jak gdyby nie było tych wszystkich rzeczy do zrobienia, spraw do załatwienia. Jak gdyby na świecie byli tylko on i ona. Nikt i nic więcej. 
Zatrzymali się. Stanęła naprzeciwko niego. Patrzyła mu prosto w oczy. 
– To jak? – Uśmiechnęła się czarująco, spoglądając w kierunku apartamentowca. – Wejdziesz, bohaterze?

sobota, 22 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXX

Znalezienie papierosów bez polskich znaków skarbowych, którymi handlował Szymański zajęło im zaledwie chwilę. Tak jak powiedział im mężczyzna, paczki z kontrabandą znajdowały się w piwnicy. Nie były nawet jakoś specjalnie ukryte. Tuż obok nich stały słoiki z przetworami. 
– Kurwa, sporo tego – westchnął Przemek, kiedy po raz kolejny zszedł na dół, aby wynieść kolejny karton. – Mam nadzieję, że to nie jest magazyn.
– Że co? Jaki magazyn? – Zdziwił się Czachor.
– No co? – Popatrzył na niego. – U was nie ma przemytników w Białym?
– No są... Znaczy bardziej w tych przygranicznych powiatach... – Zastanawiał się, o co mogło chodzić podkomisarzowi. – Masz na myśli...
– No, no. – Pokiwał głową. – Na moje oko to może być tak zwany magazyn, a ten Szymański to dystrybutor. Rozumiesz, gość się świetnie nadaje – pijaczek, uzależniony, samotnie wychowujący dzieci, pewnie bezrobotny. 
– Myślisz, że pracuje dla jakiejś... – Nie chciał dać po sobie poznać, że zgłębiał już temat tutejszej przestępczości zorganizowanej. –  Hmm... większej grupy?
– Grupy... – Zaśmiał się pod nosem Wojciechowski. – To żadna tam grupa, stary. To jest normalna mafia. Temu jeżeli trafiliśmy na ich magazyn, to, że tak powiem, mamy przejebane. Nie wiem, jak jest u was w Białym, ale tutaj panuje taka niepisana zasada, że jedni drugim nie wchodzą w drogę. A jak już sobie wejdą...
– To co? – zapytał Czachor.
Dopiero po chwili zorientował się, że chyba nie powinien był zadawać tego pytania. Zaraz wyjdziesz na palanta z wojewódzkiej – zganił sam siebie.
– Jak zaczynałem służbę – odparł bez cienia urazy Przemek. – to którejś nocy spłonęły dwa radiowozy, zaparkowane przed jednym z komisariatów. Niby zwarcie instalacji, niby jeden zajął się od drugiego. Niby przypadek, że tydzień wcześniej patrol drogówki z tego samego komisariatu przy rutynowej kontroli ujebał ciężarówkę pełną szlugów. I powiem ci, że nikt już tego specjalnie nie ruszał. Biegły napisał w papierach co trzeba, sprawa poszła do umorzenia, a wojewódzka dała dwie nowiutkie radiolki. – Spojrzał na, nieco zaskoczonego jego opowieścią, komisarza, a następnie dodał, jak gdyby chciał, aby historia stała się jeszcze bardziej intrygująca:

wtorek, 18 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXIX

Wyszukując dyskretnie w bazach danych informacji o udaremnionym przemycie, w który miał być zamieszany chłopak Kwiatkowskiej, cały czas myślał o wczorajszym wieczorze. Kiedy szedł do niej na górę miał poważne wątpliwości. Nie wiedział, czy to wszystko ma jakikolwiek sens. Kiedy jednak wracał do samochodu zrozumiał, że tak. To ma sens. Nie potrafił opisać tego, co wczoraj poczuł. Od dłuższego czasu potrzebował akceptacji, zrozumienia, czułości. I wszystko to znalazł w zaledwie kilkanaście dni. Po raz pierwszy, chyba od czasów dzieciństwa, zaczął mówić o swoich uczuciach, zaczął je szczerze okazywać. Nie miał pojęcia, jak do tego wszystkiego doszło. Po prostu – stało się. Miał wrażenie, że w ciągu najbliższych dni nic nie będzie mu w stanie zepsuć dobrego humoru – ani sprośne żarciki rzucane nieustannie przez Przemka, ani chuligańskie incydenty, które od czasu ataku na Frooma, zdarzały się na Tour de France niemal codziennie, ani godziny żmudnego przeglądania zgłoszeń o zaginięciach w dusznym, ciasnym pokoiku, ani nawet ten pieprzony gość z czarnego bmw M Z4 coupe. Cały świat przestał w zasadzie dla niego istnieć. Teraz była tylko Ona.
Znalazł coś, co pasowało do tego, o czym wczoraj opowiadała mu Małgosia. Zimą 2011 roku funkcjonariusze z Wydziału Zabezpieczenia Działań Straży Granicznej zatrzymali na lokalnej drodze podejrzany konwój ciężarówek.

piątek, 14 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXVIII

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

Zaparkował w jednej z uliczek obok osiedla, na którym mieszkała Małgosia. Spojrzał na całkiem wysokie apartamentowce, pomalowane na biało. Jak to się w ogóle stało – myślał, uśmiechając się przy tym pod nosem. – Przecież ta dziewczyna jest z zupełnie innego świata. Studia w Warszawie, pewnie bogaci rodzice. A on? Samotny trzydziestojednoletni policjant z marną pensją, mieszkający w małym mieszkaniu w bloku, pamiętającym jeszcze poprzedni ustrój. Co on jej tak naprawdę mógł zaoferować? Czy oni w ogóle do siebie pasowali? Czy to było w ogóle możliwe? Przez cały ten czas, od momentu kiedy ją poznał, nie mógł zrozumieć, co ona w nim takiego widzi, co ją w nim aż tak pociąga. Przecież jest młoda, piękna, seksowna. Gdyby chciała owinęłaby sobie wokół palca prawie każdego faceta. Dlaczego więc on – ani szczególnie przystojny, ani bogaty? Po co jej ktoś taki? Przyjęło się, że to mężczyzna dużo zarabia, utrzymuje rodzinę. Nie czułby się dobrze, gdy w jego przypadku musiałoby być na odwrót. O czym ty w ogóle myślisz? – przerwał swoje rozmyślania. – Całowałeś się z nią kilka razy, kilka razy poszliście na spacer. Nic więcej. A może po prostu trzeba to zakończyć? – zastanawiał się, wbijając wzrok w kierownicę swojego podstarzałego już nieco forda. Może trzeba oszczędzić jej rozczarowania... Spojrzał na zegarek. Westchnął głęboko. Dochodziła piąta. Nieładnie byłoby się spóźnić –  stwierdził już nieco mniej przygnębiony, wysiadając z samochodu.        
– Jak tam minął dzień? – zapytała, kiedy prowadziła go do salonu.

Amok: Kolejne pięć minut dla obrzydliwego grafomana (recenzja)

© Witold Bączyk / z: filmweb.pl
Z końcem marca na ekranach kin w całej Polsce zawitał film "Amok". Koprodukcja polsko - szwedzko - niemiecka już na długo przed premierą wzbudzała spore kontrowersje. Bowiem scenariusz najnowszego obrazu Kasi Adamik został oparty na prawdziwych wydarzeniach, które rozegrały się kilkanaście lat temu w okolicach Wrocławia. I choć film nie jest w stu procentach autentyczną relacją jednej z najgłośniejszych spraw sądowych we współczesnej Polsce, podczas jego oglądania pojawia się zasadnicze pytanie: Czy twórcy nie przekroczyli pewnej granicy?

czwartek, 13 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXVII

Przez cały dzień był rozkojarzony. Wcale nie z powodu zmęczenia, które udało mu się jakoś zredukować wypijając półlitrową puszkę napoju energetycznego, tylko z racji swoich dzisiejszych planów. Cały czas wyczekiwał na moment, kiedy dyskretnie będzie mógł sprawdzić w bazach danych Emilię Kwiatkowską i Rafała Czerwińskiego. Wciąż wydawało mu się, że spojrzenia kolegów są na nim dzisiaj skupione bardziej niż zwykle. Ale to mu się pewnie tylko wydawało... Jak zresztą wiele innych rzeczy, o których starał się nie myśleć.
Rozejrzał się po pokoju, w którym pracowali. Przemek na chwilę wyszedł, obwieszczając, że wróci za jakieś piętnaście, dwadzieścia minut. Siedzący naprzeciwko Maciek wydawał się być cały pochłonięty przeglądaniem zgłoszeń. To był dobry moment. Czachor, starając się nie okazywać swojego poddenerwowania, rozpoczął wyszukiwanie. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXVI

Przemek ze znudzeniem wpatrywał się w ekran monitora. Kiedy weszli, podniósł na nich wzrok.
– I jak? – zapytał.
– Szkoda gadać. – Komisarz machnął ręką. – Biedni ludzie.
– Powiedzieliście im?
– Ta – odpowiedział, siadając za biurkiem. – Chyba nawet uwierzyli. – Ziewnął.
Bolała go głowa. Był zmęczony. Do tego było tak piekielnie gorąco. Chciał jak najszybciej wrócić do pensjonatu, nad jezioro, pójść na spacer z Małgosią – znaleźć się gdziekolwiek indziej niż w tym ciasnym, dusznym pokoiku.
– A o dzieciaku powiedzieliście?
– Tak – odezwał się Maciek. – Będą się chyba starać o prawo do opieki.
– Myślicie, że mają jakiekolwiek szanse?
– Kto wie... Nie są jeszcze jakoś bardzo starzy, mają dom... W razie czego rodzice tego Przybysza są zdaję się dosyć dziani. Może nawet jakoś by się dogadali między sobą.
Podkomisarz pokiwał głową.
– Aaa... Słuchaj. – Popatrzył na Artura. – Policjant przyniósł akta. – Wskazał na stos pożółkłych teczek, leżących na jego biurku. – Ale tej twojej nie było. Nie ma takiej sprawy. Musiałeś coś źle zapisać.
Serce zaczęło mu bić mocniej. Nie mógł się pomylić. Sprawdzał ten numer wczoraj co najmniej dziesięć razy. Na pewno dobrze go przepisał. Po co Marcin miałby mu podrzucać fałszywy numer sygnatury? Coś tutaj było nie tak...

niedziela, 9 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXV

Ten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym. Tradycyjnie, już o ósmej zaczęli przeglądanie spraw zaginięć kobiet z ostatnich lat. Czachor na przemian ziewał, na przemian ocierał pot z czoła, który zaczynał ściekać mu do oczu. Cały czas myślał o wczorajszym spotkaniu.
Tak naprawdę to nawet nie wiedział, kim jest ten gość. Nie znał jego imienia, nazwiska. Nic. Poznali się przy jednej ze spraw, związanych ze zorganizowaną przestępczością. Pojawił się wtedy znikąd, pokazał im co i kogo konkretnie mają sprawdzić, a następnie zniknął. Potem spotkali się jeszcze kilka razy. Zawsze w podobnych okolicznościach – przestępczość zorganizowana, późna pora, czarne bmw M Z4 coupe, Czachor i Borowski oraz on – tajemniczy mężczyzna. Przedstawił się jako Marcin. Komisarz był jednak pewien w stu jeden procentach, że nie jest to jego prawdziwe imię. Twierdził, że pracuje dla jednej z "firm". Nigdy jednak nie podał żadnej nazwy, nie pokazał żadnej legitymacji. Komisarz był świadomy, że coś takiego w Polsce funkcjonuje. Te, jak to nazywał Marcin, firmy, które dbają o szeroko rozumiany porządek i bezpieczeństwo w państwie. Podsłuchują, inwigilują, robią co chcą. To wszystko było możliwe. Tylko dlaczego, do jasnej cholery, zainteresował się tą sprawą? – to pytanie nie dawało spokoju Arturowi. Niewątpliwe celem jego wizyty było pozyskanie informacji o Strzelińskim. Tylko po co? Po co? Chcieli go skompromitować, zdyskredytować? Jeśli tak, to Czachor nie miał nic przeciwko temu. Obawiał się jednak, że byłby to zbyt prozaiczny powód. Poseł Strzeliński nie był raczej wpływowym działaczem Dobrej Zmiany, a jedynie marionetką w rękach starych radykałów. Szczególnie niepokoił go fakt, że kilka dni temu już komuś o tym opowiadał. Te wszystkie spotkania z Marcinem... One zaczynały się przecież od... Nie mógł tak myśleć. Przynajmniej nie powinien. To co stało się kilka lat temu, mogło być wyłącznie zbiegiem okoliczności. Mogło być tysiąc innych powodów, dla których ktoś to zrobił. Ale co jeśli...

poniedziałek, 27 marca 2017

sobota, 25 marca 2017

Przyzwoitość nie jest w cenie... [NOWY E-BOOK]


Od rana ostateczne poprawki. Praca nad projektem okładki. Układanie tekstu w ramkach. I jest! Dzisiaj oddaję w Wasze ręce kompletny pierwszy odcinek Fundamentów w formie e-booka. Znajdują się w nim wszystkie dotychczas opublikowane rozdziały oraz cały Rozdział XXIV.

Ciekawi, co zaszło pomiędzy Arturem a Małgosią? Czy komisarz w końcu się przełamie? Kogo spotka, wracając późnym wieczorem od dziennikarki? Czy w końcu uda się rozwikłać zagadkę zakopanego szkieletu?

piątek, 10 marca 2017

Ważna informacja [KONKURS]

Ze względu na problemy techniczne, związane ze skrzynką e-mail, osoby które wysłały maila na podany adres przed 10 marca do godz. 19.30, proszę o ponowny kontakt na adres:

fundamenty.kulakowski@gmail.com

W wiadomości należy przesłać screen wysłanego wcześniej maila z widoczną godziną i datą.

Przepraszam za problem.

środa, 8 marca 2017

One potrafią namieszać! Czyli moje kobiety


Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet. Choć w "Fundamentach" główne role odgrywają faceci, w książce nie brakuje wyrazistych dziewczyn. Ba, to one niejednokrotnie mają największy wpływ na rozwój wydarzeń. Rozrabiają gorzej niż najwięksi gangsterzy, kochają bez opamiętania, pomagają w rozwikłaniu największych tajemnic. Oto one!

piątek, 24 lutego 2017

Idziecie jak burza! [KONKURS]


Na pewno zaobserwowaliście przerwę w pojawianiu się kolejnych rozdziałów "Fundamentów". Spokojnie! Cały czas jest z Wami i zaraz zabieram się za składanie e-booka pierwszej części, którego będzie mogli już wkrótce pobierać.

Kiedy dokładnie? To zależy już tylko od Was. Jesteście już coraz bliżej! Szczegóły we wpisie.

piątek, 17 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XXIII + KONKURS

Spotkali się następnego dnia o dziewiątej w sali konferencyjnej, która jeszcze przedwczoraj przeżyła oblężenie tłumu rozkrzyczanych i rozemocjonowanych dziennikarzy. W sprawie posła nic się w zasadzie nie zmieniło. Joanna Przybysz i Maciej Strzeliński, po długich namowach ze strony policjantów, na wniosek prokuratury zostali tymczasowo aresztowani. Nie oznaczało to jednak wcale wygranej. Należało dokończyć śledztwo, a potem przetrwać i zwyciężyć sądową batalię, która z całą pewnością nie będzie należała do szybkich, łatwych i przyjemnych. Czachor liczył po cichu na to, że jego udział w rozprawie zostanie ograniczony do minimum. Pójdzie, powie o tym czego się dowiedział i tyle. Nie miał ochoty biegać teraz po sądach, zważywszy na to, że wkrótce czekało go przesłuchanie w sprawie zabójstwa na Składowej. Już wyobrażał sobie te utkwione w nim spojrzenia. Pytanie, dopytywanie. Konieczność oglądania tego gnojka. Konieczność słuchania jego tłumaczeń, wyjaśnień. Dlaczego on go w zasadzie tam od razu nie odstrzelił? Przecież miał powód. Najwyżej dopowiedziałby, że mężczyzna chciał go zaatakować. Nikt by nawet pewnie w to nie wnikał. Wypełniłby tonę papierów i byłoby po sprawie. Skurwiel poszedłby do piachu. On miał jednak swoje zasady. Swoje pieprzone zasady. Czemu z nią kurwa wtedy nie poszedłeś? – to pytanie zadawał sobie od miesięcy. Kurwa, czemu?!
Wziął łyk wody z postawionej przed sobą szklanki. Nie myśl o tym –  powtarzał cały czas.

sobota, 11 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XXII

Zebrali się przed ósmą, żeby przygotować się do przesłuchania Strzelińskiego.
– Dobra, panowie – odezwał się podinspektor Górski, opierając się o biurko. – Czyli wiecie co i jak?
Niemal jednocześnie pokiwali głowami. Takt. Dyskrecja. Wyczucie. Ostrożność. Te słowa padały w ciągu ostatnich kilku minut zbyt często. Czachor żałował, że żyją w takich, a nie innych czasach. Jeszcze dwadzieścia lat temu... Pomijając już nawet milicję. Słyszał z opowieści starszych policjantów, jak dawniej się to robiło. W latach dziewięćdziesiątych, gdyby pojawiła się szczera chęć udupienia takiego posła i jego zboczonego synalka, nie było by z tym najmniejszego problemu. Dzisiaj jednak było inaczej. Prawa człowieka. Prawa obywatela. Prawa podejrzanego. Prawa przesłuchiwanego. Komisarz zastanawiał się czasem na cholerę ktoś to wszystko wymyślił. Oczywiście był zdecydowanym przeciwnikiem wymuszania zeznań, ale... W pewnych przypadkach niektórzy aż prosili się o przypierdolenie im w łeb w celu zachęcenia do rozmowy. Tutaj jednak niestety w grę nie wchodziło nawet wzbudzenie poczucia strachu. Mieli do czynienia ze świętą krową. Po prostu pierdoloną świętą krową.

sobota, 4 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XXI

  Z prokuratury, mieszczącej się tuż obok komendy, wyszli około siedemnastej. Mimo stosunkowo wczesnej pory Artur czuł się jak gdyby była co najmniej dwudziesta trzecia. Temperatura musiała wynosić teraz z jakieś trzydzieści stopni. Do tego zero wiatru, zero wilgoci. Ogromna duchota. Komisarz najchętniej wskoczyłby do jakiegoś jeziora albo po prostu zasnął. Rozmowa z prokurator Jolantą Cieślak nie należała do przyjemnych. Z trudem udało im się ją przekonać do przedstawienia zarzutu posiadania pornografii dziecięcej synowi Strzelińskiego. Samego posła mieli przesłuchać jutro, ale z wyraźnym zastrzeżeniem, że mają zrobić to w jej obecności. Czyli tym razem jakiekolwiek próby wzbudzania strachu czy rzucania dwuznacznych słów całkowicie odpadały. Zresztą, Czachor wątpił, że takie metody poskutkowałyby na posła. Jak większość osób, zasiadających w polskim sejmie, miał zapewne poczucie bezkarności, którą w pewnym stopniu dawały mu, na pierwszym miejscu, pozycja społeczna, a dopiero na drugim, immunitet.

czwartek, 2 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XX

 – O kurwa. – Wojciechowski pokręcił głową, obserwując nadal siedzącego w sali przesłuchań syna posła Strzelińskiego. – Młody po nią pojechał, ta? – zwrócił się do stojącego obok z założonymi rękoma komisarza.
Czachor przytaknął mu tylko ruchem głowy. Z niedowierzaniem patrzył na tego młodego człowieka. Ile on mógł mieć lat? Najwyżej dwadzieścia parę. Co siedziało w jego głowie? Jakim skurwielem trzeba było być, aby coś takiego robić? Na początku Artur myślał, że owszem – ma do czynienia z pedofilem, ale takim, który nie posuwa się do żadnych czynów, z wyjątkiem chorego fantazjowania i samo zaspokajania się przed roznegliżowanymi zdjęciami kilkuletnich dzieci, ściągniętych z zagranicznych serwerów. Mylił się... Ten sukinsyn robił to od co najmniej dwóch, trzech lat. Krzywdził kogoś, kto nie był niczemu winien. Niszczył komuś całe życie. Był po prostu jebanym zwyrodnialcem. Jego tatuś też.
– Co robimy? Czekamy na nich? – zapytał po chwili ciszy podkomisarz.

środa, 1 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XIX

– Dobrze – rozpoczął Czachor. – Tak więc od początku. Co robiłeś w nocy z dziewiątego na jedenastego lipca?
Do Artura, Wojciechowskiego i młodego Strzelińskiego dołączył adwokat Zygmunt Michalski. Był to starszy człowiek z nieco siwiejącymi włosami i krótko przystrzyżoną szarawą bródką. Na nosie miał okrągłe okulary w cienkich oprawkach, które dodawały mu nieco powagi. Mówił spokojnie i rzeczowo. Widać było, że jest profesjonalistą. Podobno był to jeden z współpracowników posła, kiedy tamten był jeszcze adwokatem. Komisarz nie obawiał się jednak zbytnio mecenasa, mimo iż domyślał się, że ten należy do miejscowej prawniczej elity. Jego plan po raz kolejny zadziałał. Wzbudził w chłopaku pożądany strach. Wiedział, gdzie powinien uderzyć. Czego będzie bał się najbardziej. A tacy skurwiele jak on, boją się najbardziej ujawnienia ich chorych fascynacji. Wystarczy odpowiednio wykorzystać sytuację, a powiedzą i zrobią wszystko, byleby uniknąć ogromnego wstydu i długotrwałej, jak i nie dożywotniej, stygmatyzacji, zresztą bardzo słusznej, ze strony społeczeństwa. Czachor obawiał się tylko trochę późniejszych oskarżeń o wymuszanie zeznań, ale patrząc na Macieja Strzelińskiego i jego "szczerą chęć współpracy" ryzyko było niewielkie, o ile nie znikome. Zresztą wiedział, że to on dźgnął ojca nożem. Nie miał ku temu żadnych, nawet najmniejszych, wątpliwości. Oczywiście, zgodnie ze swoją naturą, zamiast zeznań "skruszonego" przestępcy, wolałby mieć twardy dowód rzeczowy, ale nie zawsze było to możliwe i takie proste.
– Byłem w domu – zaczął powoli opowiadać syn posła. – Oglądałem film.
Ciekawe jaki... – pomyślał ze złością komisarz.

wtorek, 31 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XVIII

Od kilkudziesięciu minut znajdowali się w przestronnej sali konferencyjnej. Powoli zaczynał doskwierać im brak klimatyzacji. Mimo pootwieranych na oścież okien Czachor czuł kropelki potu na czole. Starał się dyskretnie sprawdzić, czy jego koszula również "odczuła" już skutki lipcowej temperatury. 
– Kurwa, mogliby się ruszyć trochę – odezwał się zniecierpliwiony podkomisarz.
Czekali na prokurator Cieślak i podinspektora Górskiego. Rzeczywiście trochę się spóźniali. Było już w pół do dziewiątej. Artur uznał jednak, że może to i dobrze. Musieli dać czas młodemu Strzelińskiemu. Chciał, aby chłopak przemyślał sobie dokładnie, w jakiej sytuacji się znalazł, żeby trochę ochłonął. Wiedział, że syn posła jest przerażony. Najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Trzeba było to umiejętnie wykorzystać. Człowieka przestraszonego, wyprowadzonego z równowagi łatwiej było nakłonić do współpracy. Kluczem do sukcesu było pokazanie mu w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł i że jedynym z niej wyjściem będzie właśnie współpraca z policją. 
– Jezu, jak tu gorąco – westchnęła Klaudia, sięgając po stojącą na stoliku butelkę wody.
– Ty to masz chociaż szansę zostać miss mokrego podkoszulka –  próbował zażartować Przemek. –  A my?

niedziela, 29 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XVII

Czachor ze sporym trudem i niemałym oporem przemierzał kolejne metry podziurawionej asfaltowej drogi w okolicach Hańczy. Tak długie zaniedbywanie treningów, zrobiło swoje. Komisarz dyszał teraz ciężko, coraz mniej rytmicznie uderzając stopami o podłoże. Mimo że słońce już prawie zaszło, a we włosach czuł przyjemny wiaterek, był cały spocony. Wręcz cały mokry. Pot lał się z niego strumieniami. Zastanawiał się, czy jest to efekt panującej o tej porze roku temperatury, czy może jednak spadku formy. Wcześniej biegał regularnie. Starał się zdrowo odżywiać. Przerwa sprawiła, że budowanie kondycji, którą wcześniej miał całkiem niezłą, trzeba było chyba zaczynać na nowo. Spojrzał na zegarek z GPS-em, na który odkładał sobie dobre parę miesięcy. Na liczniku miał już jakieś pięć kilometrów. Spojrzał na tętno. Dużo za duże –  stwierdził. Bolały go stopy. Czuł, że nie zachowuje prawidłowej, wyprostowanej postawy oraz nie pracuje we właściwy sposób rękoma. Im bardziej zbliżał się do końca, tym było mu trudniej.  Przydałaby się jakaś muzyka w uszach – pomyślał, kiedy w końcu minął znak z napisem "Hańcza". W oddali dostrzegł, zbliżającą się ku niemu postać. Nie widział jeszcze dokładnie jej twarzy, ale sylwetka wydała mu się znajoma. Magda, córka Mazurów – zorientował się, kiedy przebiegł kolejne pięćdziesiąt metrów. Wyszła chyba na spacer z psami. Tymi, które "przywitały" go w piątek, kiedy przyjechał do pensjonatu. Przyjrzał się nieco dokładniej dziewczynie. Poprzednio nie miał raczej ku temu okazji, zważywszy na dość krępujące okoliczności, w jakich ją poznał. Była średniego, jak na kobietę – normalnego, wzrostu. Miała ciemniejsze kasztanowe włosy i całkiem ładną twarz. Czarna obcisła bluzeczka z dość sporym dekoltem, którą miała na sobie, uwidaczniającym jej dosyć zgrabne piersi. Niezła – pomyślał komisarz. Nie miał jednak czasu na dłuższą refleksję nad urodą dziewczyny, gdyż usłyszał szczekanie, a po chwili krzyk Magdy:
– Maks! Bruno!

sobota, 28 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XVI

– Dobra, dobra. Super. Dzięki Małgorzatka. Czekam – zakończył rozmowę Wojciechowski.
Popatrzył na Artura. Czachora zaczynały irytować te durnowate spojrzenia.
– Brat, informatyk w firmie, która obsługuje pół miasta. Kuzyn, szmuglujący fajki przez granicę. Dilujący kumple z liceum. I Bóg wie, kto jeszcze. Cała Małgorzatka. – Uśmiechnął się szeroko. –  Wszystko i o wszystkich. Szkoda, że nie zna żadnego księdza. Pomyśl sobie, ten to dopiero wszystko wie.
– Ale nie chce się tym dzielić – rzucił komisarz. – Kiedyś chciałem się coś dowiedzieć, to usłyszałem: "Tajemnica spowiedzi" i tyle.
– Aj... A czy ty jesteś Małgorzatką? Ta dziewczyna wszystkiego się dowie, jak będzie chciała. Zakręci tyłeczkiem raz, i drugi, i wszystko wie. To jest urok osobisty, stary.
Tego nie można jej odmówić – przyznał w duchu Artur. 
– Ok – westchnął Wojciechowski. –  Zgłodniałem. Mamy coś jeszcze do zrobienia?
– Facebook?
Przemek zastanowił się przez chwilę.
– Młody –  zwrócił się do Króla –  założyłeś już fejsa, żeby do Kaśki zagadać.
Aspirant popatrzył na niego z wyrzutem. Najwidoczniej jemu też nie podobały się takie żarty podkomisarza.

piątek, 27 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XV

Przez niemal pół godziny przeglądali Internet czytając, rozprzestrzeniające się w zawrotnym tempie, informacje o ataku na posła Strzelińskiego. Oczywiście artykuły były pełne niejasności i niedopowiedzeń. To jednak w żaden sposób nie przeszkodziło internautom w wysnuwaniu najbardziej spiskowych teorii. Aby rozładować trochę napięcie, policjanci dla żartów zaczęli czytać komentarze czytelników. Co chwila przewijał się w nich zamach. Rozbieżność pojawiała się w tym, kto go dokonał. Rosjanie. Niemcy. Rząd. A nawet Żydzi. Czachor zastanawiał się, czy ci ludzie naprawdę wierzą w bzdury, które wypisują. Ktoś nawet wspomniał o ataku kosmitów, ale został momentalnie „zakrzyczany” przez elektorat DZ. Ciekawe, czy już to nadają w telewizji? Skoro trafiło na pierwsze pozycje w serwisach, to pewnie tak. Artur rozejrzał się po pokoju. Niestety nie znalazł w nim telewizora.
W progu stanął podinspektor Górski. Opierał się o drewnianą framugę, energicznie kręcąc głową. Komisarz w jego oczach dostrzegł złość. Wściekłość. Nie. Tam było widać po prostu wkurwienie. Naczelnik był po prostu solidnie wkurwiony.

czwartek, 26 stycznia 2017

Beztroskie życie kiedyś się kończy. Czasem w jedną chwilę... (pobierz e-booki)


Kilka dni temu skończyłem pracę nad opowiadaniem I nie cieszy się z niesprawiedliwości. E-book, podobnie jak Nic o mnie nie wiecie, możecie pobierać całkowicie bezpłatnie bez podawania żadnych danych z serwisu Beezar.pl (linki wewnątrz wpisu). 
Przyznam się, że zanim oddałem tekst w Wasze ręce, trafił on "przedpremierowo" do paru osób. Jedna z Czytelniczek powiedziała, że czytając w niektórych momentach miała łzy w oczach. Z jednej strony, zrobiło mi się trochę głupio. W końcu, mało fajna sprawa, kiedy ktoś przez ciebie płacze. I to jeszcze na dodatek sympatyczna dziewczyna. Z drugiej jednak, wiedziałem, że udało mi się pokazać te emocje, które sam przed paroma laty przeżyłem.

środa, 25 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XIV

Wysiedli z auta, które zaparkowali przed tym samym szpitalem, w którym byli w piątek. Na zewnątrz zaczynało robić się już gorąco. W środku panował jednak jeszcze przyjemny chłodek. W porównaniu do innych dni w tygodniu, było całkiem luźno. Oblegane na co dzień krzesła przed drzwiami gabinetów lekarskich były wyjątkowo puste. Dobrze. Czachor nie lubił przebijać się przez ten tłum kaszlących i kichających ludzi. Zawsze martwił się, że po wizycie w szpitalu złapie jakąś zarazę. 
Przeszli pomalowanym na żółto korytarzem i stanęli przed drzwiami ze szkła matowego, na których  widniał duży czerwony napis: "Oddział Intensywnej Opieki Medycznej". Wojciechowski nacisnął na dzwonek, znajdujący się po prawej stronie. Po chwili wyszła do nich pielęgniarka w średnim wieku. Artur zastanawiał się czasem, czy w którymś szpitalu rzeczywiście pracują równie seksowne kobiety, jak te, które znał z seriali medycznych.
– Słucham? – Obrzuciła ich wrogim spojrzeniem.
Podkomisarz wyciągnął legitymację.
– Podkomisarz Wojciechowski, Komenda Miejska Policji w Suwałkach – przedstawił się.
Siostra skrzywiła się na dźwięk słowa "policja".

wtorek, 24 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XIII

Aspirant Król zaparkował na chodniku za hondą Przemka. Przez całą drogę był wyraźnie spięty. Jego rozmowa z Czachorem ograniczała się głównie do potakiwania głową albo cichego stwierdzania zestresowanym głosem: "Nie wiem". 
Przeszli przez bramkę obok pilnującego wejścia młodego posterunkowego, który na ich widok zasalutował. Dom posła Strzelińskiego, już z zewnątrz, wyglądał bardzo pokaźnie. Musiał kosztować kupę kasy –  pomyślał Czachor. Tuż obok garażu zobaczył chodzącą w tę i z powrotem prokurator Jolantę Cieślak. Kobieta rozmawiała przez telefon, nerwowo paląc papierosa. Przy drzwiach czekał na nich Wojciechowski.
– No, panowie, mamy niezły burdel –  powiedział na przywitanie. –  Chodźcie.
Weszli za nim do środka. Przedpokój był wyłożony eleganckimi brązowymi kafelkami. Przy ścianie stała duża drewniana szafa. Artur nie miał pewności, ale wydawało mu się, że jest dębowa. Po drugiej stronie stały ustawione, prawie że pod linijkę, eleganckie pantofle i szpilki. Przeszli do  kolejnego pomieszczenia, chyba salonu. Duże okna sprawiały, że pokój wydawał się być przestronny i jasny. Na jednej ze ścian zawieszono płaski pięćdziesięciocalowy telewizor. Na przeciwko niego stała ogromna kanapa z prawdziwej skóry i dwa, wyglądające na bardzo wygodne, fotele. Na wprost nich wisiał ogromny obraz Matki Bożej Częstochowskiej, a tuż obok niego spory, drewniany krzyż z figurą Jezusa. Komisarzowi dom skojarzył się przez moment z dobrze urządzoną plebanią. Zastanawiało go, czy poseł był rzeczywiście przykładnym katolikiem, czy tylko, tak jak większość jego kolegów, takiego udawał.
– To tutaj. – Podkomisarz zatrzymał się przed otwartymi drzwiami.

niedziela, 22 stycznia 2017

I nie cieszy się z niesprawiedliwości - cz. III i IV

Opowiadanie już dostępne w formie e-booka! Link do całkowicie bezpłatnego
pobierania z serwisu Beezar.pl dostępny na końcu wpisu. 

Trzy miesiące. Sędzia nawet się nie zawahał. Decyzję wydał „z automatu”. Wsiedli właśnie do fiata. Wojtek prowadził. Iza usiadła z tyłu obok dziewczyny. Dzisiaj wyglądała jeszcze gorzej. Miała podkrążone oczy, rozczochrane włosy, które sterczały na wszystkie strony. Pewnie w ogóle nie spała – stwierdziła Kruk. Zupełnie tak, jak ona. Po tym, co wczoraj zobaczyła... Dlaczego nic nie wiedziała? Czy... Nie chciała nawet dopuszczać do siebie tej myśli. A jeśli jednak? To byłby chyba koniec.
Nie wierzyła w winę Kingi. Jej zeznania były niespójne. Twierdziła, że nikt jej nie towarzyszył, że jechała zupełnie sama. Ale przecież chłopak, który widział całe zdarzenie, mówił o dwóch autach. Jedno miało się na chwilę zatrzymać. Wysiadł z niego rzekomo młody mężczyzna. Szok, silne emocje nie mogły aż tak bardzo wypaczyć obrazu wypadków. Dziewczyna ewidentnie coś ukrywała. Jednak od czasu wczorajszej nocy Iza miała poważne wątpliwości, czy chce znać prawdę.

środa, 18 stycznia 2017

I nie cieszy się z niesprawiedliwości - cz. II

Lubiła Nazarewicza. Bardzo często ze sobą współpracowali. Ale jeżdżenia z nim, kiedy siedział za kierownicą, po prostu nie znosiła. Za nic miał ograniczenia prędkości, podwójne ciągłe. Szczególnie dzisiaj. Wcześniej przynajmniej zwalniał przed fotoradarami. Iza nie była pewna, ale miała wrażenie, że na wjeździe do Czarnej Białostockiej urządzenie mignęło fleszem, kiedy je mijali. No cóż, naczelnik na pewno nie będzie zadowolony – westchnęła w duchu. Miała świadomość, że chociaż to jej kolega prowadził, w przypadku otrzymania mandatu, oberwie im się obojgu.
Popatrzyła na niego, kiedy po raz kolejny zaczął wyprzedzać pod górkę. Zastanawiała się, czy czuje na sobie jej wzrok. Raczej tak. Pewnie tylko, jak zwykle w takich sytuacjach, ignorował ją.
– Wojtek... – odezwała się nieśmiało, gdy ktoś na nich natrąbił.
Wiedziała, że aspirant próbuje w ten sposób odreagować. Ona też tego potrzebowała. Zdecydowanie. Dzisiaj wieczorem, może jutro, pójdzie na siłownię. Tak. Intensywna godzinka na bieżni dobrze jej zrobi. I jeszcze coś siłowego. Może jakieś szybkie interwały na brzuch... Mogłaby go w końcu porządnie wyrzeźbić – pomyślała. – Arkowi na pewno by się to spodobało. 
– Co? – odburknął Nazarewicz, zerkając na chwilę w jej stronę.
– Przecież wiesz... – westchnęła.
– Nie wiem, pani sierżant – odparł, akcentując wyraźnie dwa ostatnie słowa.

wtorek, 17 stycznia 2017

Już miesiąc z Wami




 18 opublikowanych postów. Ponad 1500 odwiedzin. 15 komentarzy. 10 obserwatorów na Bloggerze. Tak w wielkim skrócie przedstawia się pierwszy miesiąc funkcjonowania bloga.

sobota, 14 stycznia 2017

I nie cieszy się z niesprawiedliwości - cz. I

Promienie porannego wrześniowego słońca wdzierały się do ich sypialni. Ula otworzyła oczy. Musiało być jeszcze dosyć wcześnie. Adam spał. Odwróciła się w jego stronę. Słyszała delikatny, głęboki oddech. Położyła dłoń na klatce piersiowej swojego męża. Była taka potężna, idealnie wyrzeźbiona. Przesunęła po niej ręką. Uwielbiała to uczucie. Ten dotyk. Tę bliskość. To ciepło. Wtedy, kiedy był przy niej. Chronił ją. Dawał wszystko, czego potrzebowała. Byli teraz oboje nadzy. Nie pamiętała, o której wczoraj skończyli. Pamiętała tylko, że było cudownie. Był wspaniały. Nigdy nie musiała przed nim niczego udawać, tak jak to robiły jej koleżanki przed swoimi mężczyznami. Wprawdzie żadna jej się z tego nie zwierzała, ale... Ula miała świadomość, że ani jedna nie jest szczęśliwa tak, jak ona. Miała wszystko. Kochającego męża, który dobrze zarabiał i na dodatek był świetny w łóżku. Po prostu ideał, który nie miał prawa istnieć. A jednak był. Leżał tuż obok. Mieszkała w pięknym, wybudowanym za grube pieniądze, domu. Jeździła nowiutkim lexusem, którego mąż kupił jej w nagrodę za zdanie egzaminu na prawo jazdy. Nie musiała pracować. To był jej wybór. Adam nie był żadnym tyranem, damskim szowinistą. Wręcz przeciwnie. Posadę sekretarki w jednej z najlepiej prosperujących białostockich firm rzuciła dopiero wtedy, gdy urodził się im syn. Jej druga największa miłość, której teraz mogła całkowicie się poświęcić.  
Spojrzała na zegarek, wiszący na ścianie. Siódma. Zastanawiała się, ile czasu mogą sobie jeszcze tak poleżeć. Na pewno niedługo. I na pewno nie dzisiaj. W końcu...
Usłyszała tupot stóp. Po chwili ktoś mocno pociągnął klamkę od ich pokoju. Kiedy wbiegł do środka, zdążyła tylko się zreflektować, że zarówno ona, jak i jej mąż, cały czas są nadzy. Cholerka – zaśmiała się w duchu, jednocześnie poprawiając zakrywającą ich kołdrę.
– Mamo! Tato! Wstawajcie! Mamo!

piątek, 13 stycznia 2017

Nic o mnie nie wiecie, jako e-book!



Ostatnio trochę mnie nie było. Myśleliście, że o Was zapomniałem? Absolutnie nie! Po prostu przez ten tydzień przygotowywałem parę niespodzianek specjalnie dla Was. I oto pierwsza z nich!

Spodobało Wam się opowiadanie Nic o mnie nie wiecie, w którym poznajemy komisarza Czachora? Chcieliście je przeczytać, ale nie mieliście jeszcze okazji? Przychodzę z pomocą :) Od kilku dni możecie pobierać tekst w formie e-booka ze strony Beezar.pl całkowicie bezpłatnie.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XII

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

Małgosia weszła do swojego mieszkania, znajdującego się na nowoczesnym, nowo wybudowanym osiedlu. Może nie było własne, ale przynajmniej całkiem spore, jak na jedną osobę, i komfortowo wyposażone. Wzięła głęboki oddech. Była szczęśliwa. Mega szczęśliwa. Zdjęła sandałki i ruszyła do kuchni. Miała ochotę na coś mocniejszego. Z szafki z lekami wyjęła dwie tabletki Ibuprofenu. Trochę bolała ją głowa. Wszystko z nadmiaru emocji. Najpierw nerwy przed spotkaniem. Obawa, że nie wpadnie mu w oko, że nie odwzajemni jej uczucia. Potem ta akcja z topielcem. A na koniec romantyczny spacer, uwieńczony pocałunkiem w deszczu. Jak w filmie –  pomyślała z zadowoleniem. Przejechała ręką po włosach. Były mokre. Stwierdziła jednak, że potem je wysuszy. Z lodówki wyjęła napoczętą butelkę wina. Popatrzyła na nią z zamyśleniem. Już wkrótce będzie z kim je pić –  uznała, jednocześnie się przy tym uśmiechając. Z kieliszkiem w ręku powędrowała do salonu. Włączyła odtwarzacz muzyki. W środku była płytka z relaksacyjną muzyką. Słuchała jej niemal codziennie po powrocie z pracy. Nalała sobie do pełna. Nikt przecież w końcu nie patrzył. Położyła się wygodnie na skórzanej sofie. Wzięła drobny łyczek. Było jej tak dobrze. Tak przyjemnie. Wino delikatnie zamusowało w jej ustach. Przymknęła oczy. Jeszcze go czuła. Jego oddech. Jego zapach. Był taki... Taki fajny po prostu. Wzięła kolejny łyk. Po burzy zrobiło się nieco duszno. Zdjęła bluzeczkę. Czuła to przyjemne uczucie. Zakochała się? Zamyśliła się chwilę. Gdyby to był jakiś inny facet, uznałaby, że tylko co najwyżej się zauroczyła. Ale tym razem było inaczej. Artur był, w jakiś niewytłumaczalny sposób, inny. Wyjątkowy. Czuła to coś zdecydowanie mocniej. Silniej. Był taki męski. Uratował tego chłopaka. Podjął tak duże ryzyko. Mało kto miał tyle odwagi. Nikt z ludzi siedzących na plaży, nie odważył się wskoczyć z pomocą do wody. Ale on się odważył. Jej bohater. Tak, jej. Z satysfakcją stwierdziła, że się udało. Udało jej się. Tylko, żeby nie okazał się takim palantem jak ci poprzedni. Ale nie... Nie on. On będzie inny. On jest inny. W pewnym momencie zorientowała się, że oprócz tego przyjemnego uczucia, zarezerwowanego dla zakochanych, odczuwa spore podniecenie.

sobota, 7 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział XI

Mężczyzna z rozżaleniem spoglądał na ekran monitora. Kurwa, tyle pieniędzy. Tyle pieniędzy –  pomyślał ze złością. Po chuj on to robi? Czemu nie może być normalny? Po kim to, do kurwy nędzy, miał?! Te pytania zadawał sobie  z niemałą złością co miesiąc. Nic zresztą dziwnego. Suma, którą co trzydzieści dni przelewał w zamian za, ukochany przez siebie, święty spokój, też była niemała. Nawet nie mógł tego wszystkiego rzucić w cholerę. To nie ten durny gnojek miałby przesrane, tylko on. Straciłby wszystko, co było dla niego ważne. To, co w życiu kochał najbardziej. A gnojek? Jakby wpadł, to poszedłby co najwyżej na kilka lat do pierdla. Nie skończyłby studiów, ta paniusia na pewno by go rzuciła. I co wtedy? Do końca życia musiałby frajera niańczyć. Mógł go też zawsze wypierdolić z domu. Wtedy już i tak nie miałby nic do stracenia. 
Usłyszał go. Przechodził obok jego pokoju. Pierdolony gówniarz.
– Misiek! –  zawołał go.

piątek, 6 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział X

Ze specjalną dedykacją dla A. ;) 


Nie mylił się. Pod sklepem, który rzeczywiście znajdował się po prawej stronie drogi prowadzącej do pensjonatu, nikogo nie było. Zaczął przechadzać się w tę i z powrotem. Może jednak żartowała –  przemknęło mu przez myśl. Chwilę potem na wiejskiej drodze pojawił się żółty suzuki swift. Za kierownicą siedziała Małgosia. Zaparkowała na malutkim piaszczystym parkingu przed sklepem. Czachor podszedł do samochodu.
– Komisarz Czachor –  powiedział salutując do niewidzialnej czapki, kiedy dziewczyna otworzyła drzwi i zaczęła wysiadać. –  Wydział Ruchu Drogowego. –  Spojrzał na zegarek, po czym podniósł wzrok na rozbawioną dziennikarkę. –  Powód zatrzymania jest pani znany?
– Nieeee –  Uśmiechnęła się zalotnie, wysiadając z auta. – Cześć. –  Przytuliła go i pocałowała w policzek.

czwartek, 5 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział IX

Po powrocie do pensjonatu zjadł przygotowany przez panią Halinę obiad i znużony letnim upałem wrócił do swojego pokoju. Uchylił okno dachowe. Położył się na łóżku, szeroko zakładając ręce za głowę. Myślał trochę o śledztwie. Rzeczywiście, nie było różowo. Ostatnią deską ratunku były sprawy niewyjaśnionych zaginięć. Tylko, że... W Polsce, nawet teraz, rzadko kiedy pobierano DNA od rodzin i wprowadzano je do bazy. A co dopiero jakieś dziesięć lat temu... Przez ręce mogłyby im nawet teoretycznie przejść właściwe akta, ale nikt nie dawał gwarancji, że zobaczą to, co powinni, że skojarzą, powiążą ze sobą jakieś fakty. Nie byli przecież w stanie odwiedzić każdej rodziny, która w przeciągu dziesięciu lat zgłosiła zaginięcie kobiety w wieku do trzydziestu lat. Czachor wiedział, że jest tego mnóstwo. Najczęściej, tak jak zapewne w przypadku Pauliny Wiśniewskiej, były to zwykłe ucieczki, nagłe zerwanie kontaktu z rodziną i znajomymi. Policja nawet w przypadku odnalezienia takiej osoby, nie miała obowiązku informowania rodziny, jeżeli zaginiony nie wyraził takiej woli. Były też zaginięcia tajemnicze,  które już pewnie na zawsze pozostaną niewyjaśnione. Człowiek był jednego dnia, drugiego już go nie było. Kiedyś mieli w Białymstoku sprawę chłopaka, który wyszedł pobiegać. Ponieważ mieszkał na obrzeżach, nagrała go tylko sklepowa kamera, kiedy zaczynał trening. Potem jak gdyby zapadł się pod ziemię.

środa, 4 stycznia 2017

Fundamenty - Rozdział VIII

Kolejne wizyty w domach mieszkańców Bachmatówki były znacznie przyjemniejsze niż rozmowa z panią Przybysz. Nie wniosły niestety nic nowego. Artur obawiał się, że był to po prostu zmarnowany czas. No ale cóż –  musieli dopełnić wszelkich formalności.
Po dwunastej wrócili do samochodu, gdzie czekał na Maciek. Stał oparty o maskę. Widząc ich, wziął łyk wody z trzymanej w ręku półtoralitrowej butelki wody.
– I jak? –  zapytał.
– Lipa –  odpowiedział bez entuzjazmu Przemek, robiąc przy tym grymas na twarzy i spoglądając w coraz bardziej piekące słońce. –  Klimę włączyłeś?
– Ta.
– A u ciebie?
– Wiesz co, rewelacji raczej nie będzie –  zaczął. –  Ale mam coś. –  Wyjął z tylnej kieszeni spodni notatnik, otworzył go i szybko coś przeczytał. –  Państwo Wiśniewscy... –  Podniósł palec w górę, przyglądając się swoim zapiskom. –  od ponad pięciu lat nie wiedzą, co dzieje się z ich córką.
Szablon wykonała Shalis dla WioskaSzablonów przy pomocy AlexOloughlinFan, subtlepatterns.