piątek, 17 lutego 2017

Fundamenty - Rozdział XXIII + KONKURS

Spotkali się następnego dnia o dziewiątej w sali konferencyjnej, która jeszcze przedwczoraj przeżyła oblężenie tłumu rozkrzyczanych i rozemocjonowanych dziennikarzy. W sprawie posła nic się w zasadzie nie zmieniło. Joanna Przybysz i Maciej Strzeliński, po długich namowach ze strony policjantów, na wniosek prokuratury zostali tymczasowo aresztowani. Nie oznaczało to jednak wcale wygranej. Należało dokończyć śledztwo, a potem przetrwać i zwyciężyć sądową batalię, która z całą pewnością nie będzie należała do szybkich, łatwych i przyjemnych. Czachor liczył po cichu na to, że jego udział w rozprawie zostanie ograniczony do minimum. Pójdzie, powie o tym czego się dowiedział i tyle. Nie miał ochoty biegać teraz po sądach, zważywszy na to, że wkrótce czekało go przesłuchanie w sprawie zabójstwa na Składowej. Już wyobrażał sobie te utkwione w nim spojrzenia. Pytanie, dopytywanie. Konieczność oglądania tego gnojka. Konieczność słuchania jego tłumaczeń, wyjaśnień. Dlaczego on go w zasadzie tam od razu nie odstrzelił? Przecież miał powód. Najwyżej dopowiedziałby, że mężczyzna chciał go zaatakować. Nikt by nawet pewnie w to nie wnikał. Wypełniłby tonę papierów i byłoby po sprawie. Skurwiel poszedłby do piachu. On miał jednak swoje zasady. Swoje pieprzone zasady. Czemu z nią kurwa wtedy nie poszedłeś? – to pytanie zadawał sobie od miesięcy. Kurwa, czemu?!
Wziął łyk wody z postawionej przed sobą szklanki. Nie myśl o tym –  powtarzał cały czas.

– No dobrze – odchrząknął podinspektor Górski widząc, że dołączyła do nich Cieślak. – Chyba możemy zaczynać... Panie podkomisarzu?
– Tak... – Przemek wyszedł na środek. – Od czego mam zacząć? – Popatrzył na naczelnika.
– Od sprawy Strzelińskiego – odpowiedziała mu prokurator.
– Sprawa Strzelińskiego... – podchwycił nieco zirytowany jej wtrąceniem.
– Może na początek uszkodzenie ciała – znowu odezwała się Cieślak.
Podkomisarz uśmiechnął się na pozór przyjaźnie. Po chwili jednak na jego twarzy pojawiło się zaniepokojenie.
– Przecież miało być... – zaczął, będąc nieco zdezorientowanym.
– Ale będzie uszkodzenie ciała – stwierdziła, wyraźnie akcentując każde słowo.
– Z całym szacunkiem, pani prokurator...
– Przemek! – rzucił ostrym tonem Górski. – Do rzeczy – dodał już nieco łagodniej.
Wojciechowski przez chwilę stał w milczeniu, jak gdyby rozważał, co powinien teraz zrobić. Kłócić się z prokurator czy olać to wszystko?
– Uszkodzenie ciała... – rozpoczął na nowo, będąc jeszcze bardziej poirytowanym. – Zgromadzony przez nas materiał dowodowy świadczy o tym, że Maciej Strzeliński w nocy z trzeciego na czwartego lipca dźgnął kilkukrotnie nożem swojego ojca, Krzysztofa Strzelińskiego. Z logowań jego telefonu oraz dotychczasowych ustaleń możemy wnioskować, że po dokonaniu ataku noc spędził w domu Joanny Przybysz.
– Jakieś dowody, które by to potwierdziły? – zapytała Cieślak.
– Tak jak mówiłem...
– Z całym szacunkiem, panie podkomisarzu, logowania telefonów na obszarach wiejskich to żaden dowód.
– W domu Przybysz zabezpieczyliśmy materiał biologiczny, który przesłaliśmy do analizy –  odezwała się Klaudia.
– Jak długo to potrwa?
– Powinno być pod koniec tygodnia, ewentualnie na początku przyszłego – wyjaśniła dziewczyna.
– Dobra – odpowiedziała po chwili. – Jak to jest z tym motywem? Tylko poproszę dowody, a nie domysły.
– Uważamy... –  zaczął Wojciechowski.
– Mamy dowody... – poprawiła go.
– Mamy dowody – Uśmiechnął się nieznacznie. – które pozwalają przypuszczać jakoby motywem zbrodni była kłótnia Macieja Strzelińskiego z ojcem o jego skłonności pedofilskie. W chwili ataku poseł dokonywał przelewu na konto Joanny Przybysz. Z wyciągów bankowych wynika, że regularnie, co miesiąc przelewał jej dziesięć tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę zdjęcia znalezione na pendrivach, należących do jego syna, możemy przypuszczać, że Maciej Strzeliński wykorzystywał seksualnie Zuzannę Przybysz za przyzwoleniem Joanny Przybysz.
– Przypuszczać... – westchnęła, przewracając oczami. – A sprawdziliście, jak to w końcu jest? To jest jej matka, czy tylko się nią opiekuje?
– Formalnie jest jej matką –  powiedział Król. – Poród jednak został zarejestrowany jako domowy. Kobieta skończyła policealną szkołę pielęgniarską, więc...
– Więc to może być jej dziecko – dokończyła za niego. – Zresztą, to nie jest najważniejsze –  stwierdziła niedbałym tonem. – Czy te pendrivy... Macie pewność, że należą do Macieja Strzelińskiego?
– Znaleźliśmy je w jego pokoju... – odpowiedział Wojciechowski.
– No ale... Wiecie, że zaraz się zacznie...
Rzeczywiście, ta kobieta była taka... jakby to powiedzieć... zbyt polityczna – pomyślał Czachor. –  To niedobrze. To bardzo niedobrze.
– Pani prokurator – zwrócił  się do niej w dość pretensjonalny sposób podkomisarz. – Nie wiem, jakich dowodów pani potrzebuje. Mamy pendrivy, mamy przelewy, mamy logowania. Czekamy na przesłuchanie dziecka i wyniki z laboratorium.
– Szkielet – wtrącił znienacka podinspektor, który wyraźnie chciał przekierować rozmowę na inne tory.
– Że tak powiem, wszystko jest w tym samym miejscu co poprzednio – stwierdził Przemek. –  Jedyne co, to w zasadzie można powiedzieć, że wykluczyliśmy związek z atakiem na posła.
– Dobra, a mówiłeś, że trzeba tam kogoś za granicą przesłuchać? – Naczelnik spojrzał na siedzącą obok Cieślak, która zrobiła teraz nieco przestraszoną minę.
– Syn poprzedniego właściciela działki mieszka w Australii – wyjaśnił podkomisarz, patrząc na panią prokurator. 
– Rozumiem, że mam wysłać wniosek o pomoc prawną? – zapytała z wyczuwalną niechęcią w głosie.
– No przydałoby by się...
– Ok... Wyślijcie mi na maila jego dane. Zobaczę, co da się zrobić.
Po chwili spotkanie było już zakończone.
– No to co robimy? – odezwał się Maciek, kiedy zostali sami we trzech w sali konferencyjnej.
– Zaginięcia. – Wojciechowski powoli podniósł się z krzesła. – Zaginięcia.


Do mety zostało jakieś pięć kilometrów. Gdyby nie fakt, że końcówka etapu prowadziła pod stromą górę, kolarze na mecie pojawili by się zapewne w ciągu około pięciu minut. Czachor nie przepadał zbytnio za górskimi odcinkami. Wolał te szybkie, płaskie, dynamiczne, uwieńczone pojedynkiem wściekle finiszujących sprinterów. Widok pojedynczych zawodników z trudem pokonujących kolejne metry alpejskich stromizn nie był dla komisarza, z jakiegoś powodu, za bardzo emocjonujący. Kwiatkowski dawno już został z tyłu. Majka ostatkiem sił starał się jak najlepiej rozprowadzić Contadora, który zapewne miał za chwilę zaatakować. Na samym przodzie "kręcili" jacyś mało znani kolarze z niewielką, jak na górski etap, przewagą. 
– Dobra, kończcie już – westchnął sam do siebie Czachor.
Chciał iść pobiegać. Może chociaż to pozwoli mu na chwilę zapomnieć o tym paskudnym dniu. Od tygodnia bezskutecznie przeglądali akta zaginięć. Artur zaczynał już powątpiewać, że cokolwiek z tego będzie. Siedzieli, a w zasadzie dusili się, w ciasnym, jak na trzy osoby, pokoiku, wpatrując się w monitory głośno pracujących komputerów. Od czasu do czasu odrywali tylko wzrok, aby zapisać numer sprawy, której być może należałoby się bliżej przyjrzeć. W międzyczasie przyszły wyniki badań materiału genetycznego zabezpieczonego w domu Joanny Przybysz, które potwierdziły tezę policjantów o wykorzystywaniu dziewczynki przez syna posła. Oczywiście Maciej Strzeliński, jak i kobieta opiekująca się Zuzią, nadal utrzymywali, że są niewinni. Za każdym razem kiedy ich widział, ogarniał go gniew. Przypominały mu się wtedy słowa Borowskiego. "Rób, co trzeba". Gdyby tylko mógł... 
Ustalili także, że osoba, której szkielet odnaleziono w Bachmatówce, nie była w żaden sposób spokrewniona ani z Wiśniewskimi, ani z Przybyszami. Można było zatem raczej wykluczyć, że Joanna Przybysz ma z tą sprawą jakikolwiek związek. Okazało się także, że nie jest ona matką dziecka, które znajdowało się pod jej opieką. Opieką... Artur zastanawiał się, czy można to tak w ogóle określić. Obserwując dzisiejsze przesłuchanie dziewczynki, prowadzone przez sędziego, miał po prostu ochotę... Jak można coś takiego komuś zrobić? I to na dodatek dziecku. Dziecku, z którym się mieszka, które się niby wychowuje... Cały czas miał w pamięci słowa dziewczynki, opowiadającej z takim niezrozumieniem, bez świadomości tego, jaką krzywdę jej wyrządzono, o tym ,co od kilku lat działo się w domu Joanny Przybysz.
– Kazał do siebie mówić "wujku" – tłumaczyło niespełna siedmioletnie dziecko. – Przyjeżdżał w soboty. Mamusia kazała mi się z nim bawić.
– W co się z nim bawiłaś?–  pytał sędzia.
– Ja za bardzo nie lubiłam tych zabaw... – powiedziała zawstydzona, spuszczając głowę.
– Dlaczego?
– Bo ten pan... znaczy wujek... on dotykał mnie... Mi się to nie podobało za bardzo...
– Pokaż mi na tym misiu, gdzie ten pan cię dotykał –  poprosił, podając dziewczynce pluszaka.
Czachor miał ochotę w tym momencie pojechać do aresztu, w którym siedział młody Strzeliński i go po prostu zatłuc. Spuścić mu taki wpierdol, żeby po prostu tego nie przeżył. A potem pojechać do szpitala i zrobić to samo z jego ojcem. Jak kurwa coś takiego można robić?
– A powiedz mi – kontynuował sędzia – mamusia kazała ci się z tym panem bawić?
– Mhm. – Zuzia smutno pokiwała głową. – Tylko proszę jej nie mówić...
– Czy zdarzyło ci się odmówić zabawy z tym panem?
– Czasem... Ale mama wtedy bardzo się złościła...
– Tak?
– Ja mówiłam, że tego nie lubię... Ale mamusia mówiła, że to dla naszego dobra.
– Czy mama krzyczała, kiedy nie chciałaś bawić się z tym panem?
– Tak... Straszyła, że dostanę lanie... i że wyrzuci mnie z domu...
– Czy mama kiedykolwiek cię uderzyła?
Dziewczynka zawahała się.
– Obiecuję – Uśmiechnął się do niej. – że nikomu nie powiem. 
Pokiwała smętnie głową.
Ty jebana szmato – pomyślał komisarz o Joannie Przybysz z wściekłością. Zamiast do więzienia najchętniej wysłałby ją do jakiegoś domu publicznego. Gdzieś, gdzie przeżyłaby to samo, co urządziła tej biednej dziewczynce. Najbardziej jednak uderzyła go odpowiedź na pytanie, kiedy młody Strzeliński ostatni raz przyjechał "się pobawić". Się, kurwa, pobawić – myślał ze złością. Ostatni raz był w Bachmatówce w sobotę, drugiego lipca. W ten sam dzień, kiedy odwiedzili pierwszy raz Joannę Przybysz. Gdyby tylko wiedzieli... Wtedy mogli by coś zrobić. Oszczędzić dziewczynce chociaż jednej takiej pierdolonej "zabawy". Czachor próbował sobie nawet przypomnieć, czy gdzieś po drodze nie minęli białego porsche cayenne. Potem Strzeliński wrócił i spędził z nimi niedzielę. Następnego dnia na szczęście już go złapali. Jaką jednak mieli gwarancję, że nie zrobi tego po raz kolejny? Wyjdzie po kilku, kilkunastu latach i co? Było kilka rozwiązań. Niestety żadne z nich nie wpisywało się w ogólnie pojęty humanitaryzm.
Takie dni jak ten były najgorsze. Miało się wtedy poczucie bezradności. Poczucie, że nie zrobiło się wszystkiego, że nie zapobiegło się tragedii. Ale jak on miał to zrobić? Przecież był tu zaledwie od kilku dni. Mimo wszystko czuł to. Zresztą, co mieli zrobić policjanci z Suwałk? Przecież nikt nie wiedział... Pytanie brzmiało tylko, czy na pewno nikt nie wiedział. 
Czachor nigdy nie okazywał swoich uczuć. Nawet w takich momentach. Od wewnątrz rozsadzała go złość, gniew, wściekłość. Z zewnątrz był niewzruszony. Wojciechowski, który stał tuż obok niego, co chwila kręcił głową. Król spuścił wzrok i przez całe przesłuchanie chyba ani razu nie spojrzał na dziewczynkę. A on? On bez słowa, w milczeniu wpatrywał się w lustro weneckie. Często nad tym myślał. Zaleta czy wada? Nigdy nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie. Miał jednak świadomość, że to wszystko, ta zewnętrzna twardość, powoli wyniszcza go od środka. Czasem nawet czuł, że powinien komuś o tym wszystkim opowiedzieć, wyrzucić z siebie te wszystkie emocje. Ale nigdy nie mógł znaleźć tego "kogoś". Nie chciał w oczach kolegów wyjść na "mięczaka". Zawsze chciał być twardy. Musiał taki być. Przynajmniej tak uważał...
Do mety pozostał kilometr. Artur nachylił się nieco w kierunku telewizora. Froom czy Contador? Co chwila któryś z nich bezskutecznie próbował odjechać drugiemu. Zostało już ich tylko dwóch. Któryś musiał w końcu okazać się bardziej zmęczonym. W pewnym momencie jeden z biegnących za kolarzami, cudacznie przebranych, kibiców popchnął  Brytyjczyka, który momentalnie spadł z roweru. Czachor niemal poderwał się do góry. Czyli etap został już rozstrzygnięty... – pomyślał Artur, będąc zbulwersowanym zachowaniem chuligana. Był niemal przekonany, że zajście ma związek z ciągłymi oskarżeniami kolarza o doping. Problem polegał na tym, że owe oskarżenia były w zasadzie bezpodstawne i powodowane głównie zazdrością. Po chwili kamera pokazała nieco zmieszanego Contadora, wjeżdżającego na metę. Hiszpan nie wiedząc, jak powinien się zachować nie podniósł nawet rąk w geście tryumfu. 
Życie jest, kurwa, niesprawiedliwe... W chuj niesprawiedliwe – stwierdził ze złością, wyłączając telewizor, z którego dobywały się teraz głosy zszokowanych komentatorów.
Był już przebrany. Podniósł się energicznie z łóżka, a następnie zaczął zakładać słuchawki. W tym momencie poczuł wibracje.
Chcę na spacer! Z Tb! :)
Stanął w miejscu.
Pieprzyć to –  uznał po chwili namysłu, jednocześnie ściągając z siebie koszulkę do biegania.  


Rozdział XXIV


– Tutaj mieszkam–  powiedziała, kiedy zatrzymali się przy bramce oddzielającej nowo wybudowane osiedle białych kilkupiętrowych bloków od reszty miasta.

(...)

Co stało się dalej? Czy Artur w końcu się przełamie? Czy Gosia spełni swoje najskrytsze pragnienia? Do jakich zaskakujących wydarzeń dojdzie podczas dalszego śledztwa?

Dowiecie się tego już wkrótce! Jak szybko? To będzie zależało już tylko od Was. W momencie, kiedy liczba pobrań z serwisu Beezar.pl "Nic o mnie nie wiecie" przekroczy 100, a "I nie cieszy się z niesprawiedliwości" - 70, opublikuję pierwszą część "Fundamentów" w formie e-booka.

Tak więc do pracy! Pobierajcie, udostępniajcie linki do downoloadu, podsyłajcie je swoim znajomym.

Aby Was trochę zmotywować postanowiłem ogłosić konkurs. Do wygrania przedpremierowo I część "Fundamentów" z imienną dedykacją. Żeby ją zdobyć wystarczy wysłać zrzut ekranu, ukazujący przekroczoną liczbę pobrań wyżej wymienionych e-booków z serwisu Beezar.pl na adres e-mail fundamenty.kulakowski@gmail.com . W tytule wiadomości proszę wpisać: "Konkurs - [Twoje imię]". Wygrywają trzy pierwsze osoby. Powodzenia ;)


=> Rozdział XXIV - ciąg dalszy w e-booku "Fundamenty: Przyzwoitość"

=> Rozdział XXV

2 komentarze:

  1. Na razie przeczytałam tylko ten rozdział :) Wiem, że trochę od końca, ale ja już tak mam ;)
    Jak dla mnie zapowiada się świetnie :) Historia jest wciągająca, masz naprawdę fantastyczny styl :) Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że mogę się od Ciebie sporo nauczyć :) Z ciekawością będę śledziła Twojego bloga oraz oczywiście dalszy ciąg tej historii :)

    Pozdrawiam,
    Anna z http://stoprewind.blogujaca.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten rozdział zachęcił Cię do zapoznania się z całością. A jeżeli ciekawi Cię, jak zakończył się spacer Małgosi i Artura, zachęcam do pobierania e-booka (całkowicie za darmo) ;)

      Usuń

Szablon wykonała Shalis dla WioskaSzablonów przy pomocy AlexOloughlinFan, subtlepatterns.