czwartek, 15 czerwca 2017

Fundamenty - Rozdział XXXIV

Dwie godzinki i jestem – pomyślał z entuzjazmem, jednocześnie zgłaśniając samochodowe radio. Musiał przyznać, że nawet trochę stęsknił się za Białymstokiem. Tutaj brakowało mu nie tylko kolegów, z którymi w większości znał się już dosyć długo, ale też tego tempa charakterystycznego dla większego miasta. Nie żeby lubił być wzywany na zdarzenia, ale jakoś trudno było mu się odzwyczaić od tego rytmu pracy, kiedy non–stop był w ruchu, kiedy liczył się czas.
W Suwałkach większość czasu, jak do tej pory, spędził za biurkiem, żmudnie przeglądając zgłoszenia o zaginięciach. Wziął udział w kilku przesłuchaniach, nawet zatrzymał dwie osoby. Ale nic poza tym. Wszystko toczyło się powoli, na spokojnie. Nikt nie stał im nad głowami i nie oczekiwał szybkich postępów. W pewnym sensie było aż za wolno i za spokojnie. Wprawdzie działo się tak ze względu na charakter sprawy, ale komisarzowi jednak czegoś brakowało. Tego dreszczyku emocji, ciągłego napięcia. W Białymstoku nie miał czasu na rozmyślanie o swoich problemach. Tam musiał cały czas działać, szukać, jeździć, rozmawiać. Tutaj natomiast, wydawało mu się, że miał zbyt wiele czasu, co sprawiało, że sam zaczynał przytłaczać się różnymi niepotrzebnymi myślami.
Ale nie teraz. Teraz był tylko on, muzyka płynąca z radia i droga, na której musiał się maksymalnie skupić. Innymi rzeczami będzie się martwił kiedy indziej.

czwartek, 25 maja 2017

Fundamenty - Rozdział XXXIII

Czachor wyjął puszkę napoju energetycznego z automatu, ustawionego na szpitalnym korytarzu, po czym przysiadł się do Maćka. Policjant wyglądał na nieco zestresowanego. Nic dziwnego. Niecodziennie przesłuchiwany dostaje wymiotów i traci przytomność. Taka sytuacja wiązała się też z toną papierów, które trzeba było potem wypełnić.
– Nie martw się – pocieszył go komisarz. – Zdarza się.
– No wiem – odparł aspirant, cały czas będąc nieco przygnębionym. – Ale trochę się boję, rozumiesz... – Ściszył głos, upewniając się, że nikt nie słyszy ich rozmowy. – Przemek trochę go postraszył. A co jeśli okaże się, że facet ma coś z sercem? – Spojrzał szczerze zaniepokojony na komisarza.
– Spokojnie. – Uśmiechnął się przyjacielsko.
Otwierając swoją puszkę, uważał, żeby nie dotknąć palcami miejsca, z którym za chwilę zetknął się jego usta. W końcu znajdowali się w szpitalu, gdzie przecież było pełno zarazków – pomyślał. Po chwili jednak znowu zaczął podświadomie robić sobie wyrzuty za swoją przesadną ostrożność.
– Gość był na kacu – kontynuował, kiedy otworzyły się drzwi, prowadzące na szpitalny oddział ratunkowy. – I co? – Popatrzył pytająco na Przemka, który się w nich pojawił.

sobota, 6 maja 2017

Fundamenty - Rozdział XXXII

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

– No dobrze, rozumiem, że zatrzymaliście Szymańskiego, bo próbował uciekać. Do tego w piwnicy jego domu znaleźliście trochę kartonów z papierosami pochodzącymi z przemytu –  mówiła prokurator Cieślak.
– Trochę... – szepnął Przemek, kręcąc z irytacją głową i jednocześnie spoglądając z ukosa na kobietę.
– Ale chyba macie coś jeszcze? – Odwróciła wzrok w kierunku podinspektora Górskiego. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że próbuje sobie ułożyć teraz w głowie wszystkie informacje,  o których przed chwilą się dowiedział.
Naczelnik nie wiedząc, co powinien jej odpowiedzieć, spojrzał znacząco w kierunku trójki siedzących naprzeciwko niego policjantów. Maciek i Przemek również popatrzyli po sobie. Tylko Czachor wydawał się być w ogóle niezainteresowany tym, co działo się wokół niego. 
Siedział ze spuszczoną głową i tylko od czasu do czasu zerkał na akurat mówiącą osobę. Cały czas myślał o wczorajszym wieczorze. Próbował przestać, skupić się. Ale po prostu nie potrafił. 
Miał wrażenie, że wszystko zepsuł. Definitywnie zniszczył. Kiedy wyszedł wczoraj od Małgosi, czuł się jak skończony kretyn. Przecież to musiało ją straszliwie zaboleć. Wiedział, że chciała to z nim zrobić już od jakiegoś czasu. Nie robiła jednak ze względu na niego. Czekała. Dawała mu szansę na pozbycie się tych jego pieprzonych obaw i lęków. Czemu on do cholery musiał taki być? Miał już trzydzieści jeden lat. Chyba każdy w jego wieku miał to już za sobą. Tylko nie on. Czuł się teraz jak taki palant, takie kompletne zero. Nawet jak mu się już coś udawało, to i tak musiał to, prędzej czy później, spieprzyć. Jak on to mógł w ogóle spieprzyć?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Fundamenty - Rozdział XXXI

Rozdział może zawierać elementy nieodpowiednie dla osób poniżej 18. roku życia.

Trzymając się za ręce, powoli przemierzali suwalskie uliczki, na których zaczynały zapalać się już latarnie. Powietrze zrobiło się całkiem przyjemne. Oddychał głęboko, co chwila przymykając oczy. Starał się zapomnieć o całym dniu, o tym paskudnym zapachu wódki i papierosów w domu Szymańskiego. Czuł lekki ból w okolicach skroni. Chciało mu się spać. Ale kiedy tylko kątem oka spojrzał w jej stronę... Wszystko inne przestawało istnieć. Była taka piękna. Czuł zapach jej perfum. Pewnie drogich jak cholera. Ale on byłby teraz gotowy jej wszystko kupić. Nawet gdyby musiał na to oszczędzać miesiącami, latami. Zrobiłby wszystko, czego by zapragnęła.
Zbliżali się do bloku, w którym mieszkała. Nie chciał, aby to się kończyło. Chciałby z nią tak spacerować, jak gdyby nie istniało jutro, jak gdyby nie było tych wszystkich rzeczy do zrobienia, spraw do załatwienia. Jak gdyby na świecie byli tylko on i ona. Nikt i nic więcej. 
Zatrzymali się. Stanęła naprzeciwko niego. Patrzyła mu prosto w oczy. 
– To jak? – Uśmiechnęła się czarująco, spoglądając w kierunku apartamentowca. – Wejdziesz, bohaterze?
Szablon wykonała Shalis dla WioskaSzablonów przy pomocy AlexOloughlinFan, subtlepatterns.